Lata 60 i 70. to epoka alpagi. Było to prawdopodobnie jedyne wino na świecie z wybitym terminem przydatności do spożycia. Im starsze, tym gorsze. Jabol, alpaga, bełt, siara - tanie wina nie miały dobrego wizerunku. I nic dziwnego: trzeba było sporego samozaparcia, żeby je przełknąć. Łatwo było zimą, bo alpaga nadawała się do podgrzania. Dodatek goździków i cynamonu potrafił zdziałać cuda. Legendarne było wino marki Wino, od niego wzięła się nazwa całej rodziny tanich trunków, często też określanych mianem ”patykiem pisanych”. Produkowane były przez rozmaite zakłady przetwórstwa owocowo-warzywnego, w skandalicznych warunkach. Patyk nie trzymał standardu, co widać na metkach: producenci nie byli w stanie precyzyjnie podać zawartości alkoholu, więc przedział 8 – 15 proc. nikogo nie dziwił. Kac po alpadze był murowany. I to ciężki.
Co na kaca? Woda sodowa z domowego syfonu (naboje kupowało się w warzywniaku) albo na każdym skrzyżowaniu woda z saturatora. Napoje chłodzące tamtych czasów to odrębna opowieść. Wszyscy zapewne znają polo cocę, ale czy ktoś pamięta jeszcze złotą rosę albo oranżadę bez bąbelków sprzedawaną w plastikowych torebkach?
Ponieważ wino owocowe ze sklepu było obrzydliwe, wiele osób próbowało robić wino samodzielnie, w domu. Były w sklepach balony, były drożdże, więc nic nie stało na przeszkodzie. Może z wyjątkiem wiedzy, bo jak opowiadał mi kolega, jego ojciec próbował zrobić wino z rajskich jabłuszek, ale chyba za mocno zakorkował 20- litrowy gąsior, butla eksplodowała i potem żona zabroniła mu już eksperymentować.
Egir Bikaver z charakterystycznym byczym łbem na etykiecie to najbardziej rozpoznawana marka wina Peerelu. W odróżnieniu od krajowych win owocowych te importowane nazywano gronowymi. Bycza krew z węgierskiego Egeru to marka bardzo stara, ale w socjalizmie całkiem zepsuta. Wino, które powinno być kupażem dwóch (od niedawana trzech) lokalnych winorośli, leżakowane w dębowych beczkach i kierowane do sprzedaży nie wcześniej niż po 18 miesiącach od zbioru, nie trzymało chyba żadnego z tych parametrów. Znacjonalizowane zakłady produkowały za dużo i byle jak, ale i tak Egri Bikaver był u nas popularny. Dziś winiarze z Egeru walczą o przywrócenie jakości i czci swoim wyrobom, a my trzymamy za nich kciuki. W Peerelu były jeszcze inne niedobre wina: tunezyjska (!) Gellala, bułgarska Gamaza, obecna i dziś w sklepach Sophia, kwaśny niemiecki riesling Rosenthal. Jakość tych trunków była tak zła, że pijących podejrzewano wyłącznie o szpan. A szpanowali zamożniejsi, artyści, elity i jak zwykle studenci. Na wino można było pójść do nielicznych wówczas winiarni. W Warszawie najsłynniejszy był Hopfer. Znajomy wspomniał , jak bawił tam w połowie tak 80. z kumplami studentami, gdy około godz. 17 podeszła kelnerka i powiedziała: - panowie, mam ostatnie dwie butelki wina, czy podać? Co było robić - zmęczyli jeszcze te dwie.
Rumuński Ciociosan i jugosłowiańska Istra to były popularne wermuty. Wina raczej mocne, ziołowe, słodkie lub bardzo słodkie. W wersji bez dodatków tylko dla odważnych. Ale m.in. dzięki wermutom Polacy zaczęli robić drinki, no bo jak skonsumować butelkę tak słodkiego trunku. Znajoma opowiadała mi, że Ciociosan łączono z pomarańczowym sokiem Dodoni i wódką myśliwską, czyli naszym ginem. Uchodziło to za wyższy szczeble alkoholowego wtajemniczenia. Bo tego rodzaju kompozycja to był już koktajl, a nie czyściocha przepijana ptysiem (gazowany napój owocowy z Tarczyna). Ponoć najstarszym drinkiem wśród studentów była nielubiana Krwawa Mery, bo sok pomidorowy pojawił się u nas dość dawno. W sprawie drinków jeszcze szczegół: lód podawany był wyjątkowo rzadko, bo ówczesne zamrażalki nie były w stanie zmrozić wody do odpowiedni niskiej temperatury.
Cotnari i Murfatlar to z kolei rumuńskie wina w wersji półsłodkiej, w ładnych, smukłych butelkach. Były często wybierane przez kobiety, bo mężczyznom słodkie wina, tak jak i słodkie wódki, jakoś nie spasowały.
Niestety nie jest już produkowane.
do Lenin, dn. , przez LMSpoko, wczoraj widziałem jak nowiutkie kartony z Amarenką wystawiali
Jak mogliby zrezygnować ze sprzedaży czegoś, co napycha im kabzę, a do tego jest legendą wśród winiaczy? Wystarczy, że Komandi zniknął z Żabek. Upadku Amareny bym...
Najlepsze wino na świecie, któremu toskańskie winnice nawet pięt lizać nie mogą. Pamiętam czasy gdy koszt owego trunku wraz z butelka wynosił 2.80 zł.
do Złote Grono, dn. , przez szamanitoCzy to prawda, że wycofano Amareny z Biedronki?
http://besty.pl/1111862
Szkoda by było, bo to dobre i tanie winko jest.
Najlepsze winko. 4 zł, a wchodzi jak sok - wczoraj wypiliśmy 11 z ziomami
Wszelkie prawa zastrzeżone przez Winka.net - wina owocowe, wino tanie (c) 2001 - 2011 r.| Partnerzy | Nowe wina na winka.net | Mapa strony
Strona www.winka.net ma charakter wyłącznie edukacyjny i poglądowy NIE jest sponsorowana przez żadnego z producentów, dystrybutorów lub hurtowników wyrobów alkoholowych, NIE ma na celu promowania żadnej z marek alkoholi, jak rownież NIE namawia w jakikolwiek sposób do spożywania napojów alkoholowych. Strona www.winka.net ostrzega, że spożywanie napojów alkoholowych jest szkodliwe dla zdrowia. Strona www.winka.net ostrzega, że zabrania się spożywania alkoholu osobom do lat 18