Zaskakuj±ce jak przydatnym zmys³em bywa s³uch. Tysi±ce odg³osów wpadaj± w chaotycznym tañcu do naszej g³owy, my potrafimy uporz±dkowaæ je i spo¶ród tego t³umu wybraæ tylko te, które nas aktualnie interesuj±. Konrad bardzo ceni³ w tej chwili swój dobry s³uch, bo tylko na nim móg³ polegaæ, gdy zarzucono mu worek na g³owê i wraz z wied¼m± Karolajn poprowadzono w bli¿ej nieokre¶lone miejsce. Z urywków rozmów, które zarejestrowa³ na granicy s³yszalno¶ci by³ w stanie mniej wiêcej okre¶liæ w której czê¶ci Vollstein'a siê znajduj±. Próbowa³ na pocz±tku porozmawiaæ z osobami które ich pojma³y, lecz nie przynios³o to oczekiwanych rezultatów ("Morda w kube³!"). Karolajn nie odzywa³a siê w ogóle, w sumie to wydawa³a siê nie podchodziæ do zaistnia³ej sytuacji zbyt powa¿nie. W koñcu zaskrzypia³y zawiasy otwieranych drzwi, przeszli przez jaki¶ próg, drzwi ponownie skrzypnê³y i zdjêto im worki z g³ów. Znajdowali siê w niewielkim korytarzu o¶wietlonym s³abym ¶wiat³em dopalaj±cych siê pochodni. Poprowadzono ich w milczeniu dalej, nie sk±pi±c szturchniêæ. Na koñcu korytarza znajdowa³o siê wej¶cie do do¶æ sporego pokoju. W pomieszczeniu tym Konrad nie dostrzeg³ nic poza drewnianym sto³em i kilkoma krzes³ami. Kazano im usi±¶æ i czekaæ a¿ pojawi siê Przedstawiciel ¦wiêtego Oficjum na miasto Vollstein. Po kwadransie do sali wszed³ do¶æ wysoki mê¿czyzna odziany w do¶æ bogate ubranie. Gdy tylko dostrzeg³ Karolajn wydoby³ z siebie dziwny d¼wiêk, po¶redni miêdzy westchniêciem a jêkiem.
- Znowu ty? Wydawa³o mi siê, ¿e ju¿ kiedy¶ wyda³em rozkaz nie zatrzymywania ciê... Pomy¶la³ by kto¶, ¿e mam za du¿o wolnego czasu - powiedzia³ mê¿czyzna - Zaraz ciê wypuszczê i zaopatrzê w jaki¶ ¶wistek co by ciê ju¿ nie mogli aresztowaæ. Tylko na mi³o¶æ Bosk±, ¿ebym ciê tu wiêcej nie widzia³. - Konrad s³ucha³ tego z najwiêkszym zdziwieniem, bo nigdy nie my¶la³, ¿e tak ³atwo uj¶æ z r±k krwawej Inkwizycji. Ludzie za byle s³owo szli na stosy, a jego nowa znajoma po raz który¶ z rzêdu nie ponosi ¿adnych konsekwencji?
- Zaraz, zaraz... Chce pan powiedzieæ, ¿e ta dziewczyna ju¿ kiedy¶ zosta³a aresztowana za g³oszenie tez antyko¶cielnych i nic?
- Proszê pana, ta pani odwiedza nas stosunkowo czêsto. Czasami za herezje, a czasami ze wzglêdu na podejrzenie uprawiania magii. Czasami owszem, co¶ tam jej siê powie nie tak jak nale¿y. Ale, bez urazy, nikt jeszcze nie widzia³, ¿eby cokolwiek uda³o siê jej wyczarowaæ... - wyja¶ni³ inkwizytor - A pan niech siê nie denerwuje, ktokolwiek bowiem zosta³ zatrzymany w towarzystwie tej oto dziewczyny jest zawsze puszczany wolno. ¯aden prawdziwy heretyk czy czarodziej nie szuka³by towarzystwa takiej nieudo... niewykwalifikowanej wied¼my-heretyczki. - podszed³ do nich i sztyletem wyjêtym zza pasa przeci±³ ich pêta.
- To nieprawda! Ja jestem normaln± wied¼m±! - zakrzyknê³a Karolajn i dla polepszenia efektu uderzy³a piê¶ci± w stó³.
Tak to dziwnie w ¿yciu bywa, ¿e gdy czego¶ bardzo chcemy to nigdy nie jeste¶my w stanie tego zdobyæ, za¶ gdy bardzo jest nam co¶ nie na rêkê to jak na z³o¶æ siê samo pojawia. Tak i magia, si³a tajemnicza i tak naprawdê nigdy nie zrozumiana, wybra³a sobie w³a¶nie ten nieszczêsny moment by zaprezentowaæ swoj± potêgê. Stó³ pod piê¶ci± Karolajn roztrzaska³ siê na drzazgi, wokó³ niej pojawi³y siê ciemnoniebieskie wy³adowania ¶wietlne, a w ca³ym pomieszczeniu wyra¼nie za¶mierdzia³o jajkiem. Dziewczyna spojrza³a z niedowierzaniem na sw± d³oñ, nie mog±c poj±æ jakim cudem jej pierwsze w ¿yciu czary rzuci³y siê same z siebie. Inkwizytor zachowa³ jednak spokój i delikatnie drapi±c siê po brodzie wymrucza³ pod nosem co¶ w stylu "to ciekawe...", a nastêpnie:
- STRA¯, do mnie!!! - W tym momencie czas jakby przyspieszy³. Szczególnie dla Konrada, który ci±gle by³ pod silnym wp³ywem spo¿ytego alkoholu. B³yskawicznie doskoczy³ do inkwizytora i uderzy³ go otwart± d³oni± w ucho, a nastêpnie kopn±³ w krocze. Równie zwinnym ruchem zerwa³ mu z paska sakiewkê, wcale nie lekk±. Do sali wpad³o dwóch uzbrojonych stra¿ników, lecz i to nie mog³o powstrzymaæ sza³u bojowo-fazowego Konrada. Szybkim ruchem zabra³ sztylet, którym jeszcze niedawno inkwizytor uwolni³ mu rêce, nastêpnie rzuci³ siê na pierwszego zbrojnego i rêkoje¶ci± swej broni uderzy³ go w gard³o. Mê¿czyzna charcz±c upad³ na kolana, chwilowo wykluczony z walki, a Konrad ju¿ by³ przy drugim stra¿niku. Ten próbowa³ wyprowadziæ szybkie ciêcie swym krótkim mieczem, lecz nasz bohater bez trudu uskoczy³ na bok, wbijaj±c przy okazji sztylet w udo przeciwnika.
- Karolajn, wiejemy! - krzykn±³ i jakby na po¿egnanie kopn±³ trzymaj±cego siê za gard³o stra¿nika w twarz, ³ami±c mu nos. W¶ród okrzyków bólu Konrad i m³oda wied¼ma wybiegli z sali i pognali korytarzem ku wyj¶ciu. Wszystko wydarzy³o siê tak nagle, ¿e nikt nie zd±¿y³ ich zatrzymaæ. Nasz bohater wywarzy³ drzwi barkiem i tak uda³o im siê znowu znale¼æ na ulicy. ¦wiadomi tego, ¿e jeszcze nie s± bezpieczni b³yskawicznie wmieszali siê w t³um, konsekwentnie oddalaj±c siê od siedziby Vollstein'skiej Inkwizycji. Karolajn powiedzia³a, ¿e zna tani± i ca³kiem dobr± karczmê, gdzie mogli by wynaj±æ miejsce do spania, bo tego dnia nie powinni siê ju¿ w mie¶cie pokazywaæ. Konrad nie mia³ my¶leæ nad lepszym rozwi±zaniem wiêc zgodzi³ siê na to, je¶li tylko ¦wiête Oficjum ich tam nie dorwie.
- A swoj± drog± to nie wiedzia³am, ¿e jeste¶ taki dobry w walce wrêcz. Twoje wyczyny by³y co najmniej imponuj±ce... - zagada³a Karolajn.
- Sam siê dziwiê jak tego dokona³em. Nigdy tak nie walczy³em, ale dzi¶ czu³em jak±¶ wewnêtrzna si³ê, dziêki której wybawi³em nas z opresji. Ja wiem, ¿e to mo¿e dziwnie zabrzmi, ale chyba pomog³a mi faza. - odpar³ Konrad - Jednak teraz mamy wa¿niejsze sprawy na g³owie, musimy jak najszybciej opu¶ciæ Vollstein. Nie czekajmy do ranka, uciekniemy za kilka godzin. No chyba, ¿e wolisz spalenie na stosie Inkwizycji, w co w±tpiê. Odpoczniemy parê godzin i znikamy st±d.
Wied¼ma nie mia³a lepszego pomys³u, wiêc uczynili tak jak postanowi³ Konrad. Chmury zas³ania³y tarczê ksiê¿yca, os³aniaj±c tak¿e ucieczkê pary naszych bohaterów. Nie budz±c gospodarza wymknêli siê na ulicê, a nastêpnie klucz±c ciemnymi uliczkami uniknêli zwiêkszonej ilo¶ci patroli. Najwyra¼niej Inkwizytor postanowi³ nie u³atwiaæ zbiegom ucieczki. Problem zaistnia³ przy bramie miejskiej, gdy¿ tam stra¿ by³a podwojona. Uda³o im siê jednak omin±æ i t± przeszkodê w sposób co najmniej nietypowy. Mianowicie odeszli na bezpieczna odleg³o¶æ od bramy, zdjêli z Karolajn wszystkie chusty i powi±zali je ze sob±, tworz±c linê. Nastêpnie zrobili z niej lasso i zarzucili na jedn± z blank. O dziwo improwizowany sznur okaza³ siê wystarczaj±co mocny, ¿eby Konrad siê wdrapa³ na szczyt muru. Bêd±c tam kaza³ wied¼mie chwyciæ mocno linê i wci±gn±³ j± na górê. Najtrudniejsze okaza³o siê zej¶cie, gdy¿ wysoko¶æ by³a znaczna, a i na zewn±trz murów znajdowa³o siê kilka patroli. Nasz bohater zaryzykowa³ i zeskoczy³. Jako, ¿e nie by³ ubrany w ¿adn± zbrojê jego upadek nie by³ na tyle g³o¶ny by zaalarmowaæ stra¿. L±dowanie, chocia¿ twarde, obesz³o siê bez powa¿nych uszkodzeñ cia³a. Nastêpnie Karolajn zeskoczy³a na dó³, prosto w ramiona Konrada. Nie trac±c czasu oboje ruszyli pêdem w kierunku pobliskiego lasu. Nie us³yszeli za sob± ¿adnego odg³osu dalszego po¶cigu, mimo to zatrzymali siê dopiero w bezpiecznym otoczeniu drzew. Tam odsapnêli, siadaj±c na miêkkiej ¶ció³ce i rozpoczêli rozmy¶lania nad nastêpnymi ruchami jakie powinni wykonaæ. Postanowili udaæ siê w przeciwnych kierunkach, gdy¿ ewentualne listy goñcze wspomina³by o parze uciekinierów, a nie pojedynczych osobach.
- Mi³o Ciê by³o poznaæ i mam nadziejê, ¿e dane nam bêdzie siê jeszcze kiedy¶ spotkaæ. Mo¿e w trochê bardziej sprzyjaj±cych zaznajamianiu siê warunkach. - powiedzia³ nasz bohater - Tymczasem wyruszam przed siebie, chcê siê dowiedzieæ jak mo¿na opanowaæ fazê. Je¶li posi±dê t± tajemnicê nic nie stanie mi ju¿ na drodze do zostania wojownikiem na miarê legend! ... No, mo¿e trochê przesadzam, ale z ca³± pewno¶ci± bêdzie mi ³atwiej radziæ sobie w tarapatach. Bywaj zdrowa! Powodzenia w opanowywaniu arkanów magii! Oby¶ nie skoñczy³a podobnie jak Godryk Miêsousty, który chc±c przywo³aæ burzê, zamieni³ siê w kowad³o...
- Pozostaje i mi ¿yczyæ Ci szczê¶cia w twej wyprawie. My¶lê, ¿e jeszcze nieraz obalimy razem jabola. - odpar³a Karolajn. - Trzymaj siê!
Tak oto nasi przyjaciele siê rozdzielili, ka¿de w poszukiwaniu wiedzy tajemnej. Nie wiedzieli wtedy, ¿e przyjdzie im siê spotkaæ dopiero po up³ywie roku. Konrad pewnym krokiem ruszy³ do stolicy królestwa. Bo je¶li nie tam znajdzie odpowiedzi na swe pytania to chyba nigdzie tego nie dokona.
Autor: von Bentschen
Wszelkie prawa zastrze¿one przez Winka.net - wina owocowe, wino tanie (c) 2007 r. | Partnerzy
Strona www.winka.net ma charakter wy³±cznie edukacyjny i pogl±dowy NIE jest sponsorowana przez ¿adnego z producentów, dystrybutorów lub hurtowników wyrobów alkoholowych, NIE ma na celu promowania ¿adnej z marek alkoholi, jak rownie¿ NIE namawia w jakikolwiek sposób do spo¿ywania napojów alkoholowych. Strona www.winka.net ostrzega, ¿e spo¿ywanie napojów alkoholowych jest szkodliwe dla zdrowia. Strona www.winka.net ostrzega, ¿e zabrania siê spo¿ywania alkoholu osobom do lat 18